czwartek, 8 stycznia 2015

Idziemy do kina w Nowym Roku.



Tegorocznego sylwestra spędziłam nietypowo, bo na maratonie filmowym. Pierwszy raz uczestniczyłam w tego typu przedsięwzięciu i myślę że to powtórzę. Chociaż około godziny trzeciej nad ranem dopadł mnie lekki kryzys, ale do końca wytrzymała.

 Pomimo, że sprawdziłam pobieżnie co będzie grane  przyznam, że trafiłam w dziesiątkę. Każdy z filmów mogę z czystym sumieniem polecić. Zacznę od ostatniego filmu, który obejrzałam w noc sylwestrową.


„Wiplash”.


Ten film był dla mnie największym zaskoczeniem. Historia młodego adepta prestiżowej szkoły muzycznej – Andrew i jego nauczyciela Fletchera.

Andrew to bardzo ambitny młody człowiek, który gra na perkusji w szkole muzycznej na Manhatanie.

Marzy o wielkiej karierze muzycznej, nie chce być przeciętnym grajkiem, chce zostać zapamiętany.


żródło:moviepilot.com



Los chce, że na jego drodze staje legenda szkoły dyrygent Flechter, który zaprasza Andrew na próbę swojego zespołu. Chłopak jak zaczarowany idzie na poranne spotkanie z dyrygentem. Jednak już w momencie, kiedy Flechter wchodzi do sali prób atmosfera gęstniej. Muzycy spuszczają wzrok, nikt nic nie mówi, nie porusza się. Od razu czuć, kto nadaje ton. Andrew zostaje zaproszona jako osoba, która ma pomagać pierwszemu perkusiście. Jego rola polega na zmianie kartek w spisie nut. Niespodziewanie, kiedy pierwszy perkusista nie gra zgodnie z wymaganiami dyrygenta, Andrew dostaje swoją szanse. Po przerwie to on ma zastąpić kolegę. Jednak i Adrew nie jest w stanie sprostać oczekiwaniom Flechera. Pomimo usilnych starań, chłopak wciąż gra to za szybko, to znowu za wolno.

Między Andrew i Fletcherem zawiązuje się dziwna toksyczna relacja. Dyrygent non-stop krytykuje młodego muzyka, ten poświęca wszystko: związek z dziewczyną, relacje z bliskimi, aby ćwiczyć i zadowolić dyrygenta.

żródło:ew.com

Robi to nawet wtedy, gdy ręka puchnie i leci z niej krew. Cena bycia doskonałym jest dość wysoka, jednak chłopak nie rezygnuje. Nie interesuje go przeciętność. Nie będę zdradzać zakończenia, bo jest naprawdę zaskakujące i nieoczekiwane. Każdy z nas po tym filmie może zadać sobie pytanie: czy warto poświęcać wszystko dla bycia doskonałym.




„Foxcatcher”.

Kiedy zaczął się ten film pomyślałam ojejku to będzie masakra. Temat zapasów zupełnie mnie nie interesuje, a „podrasowany” Channig Tatum jako zapaśnik Mark Schlutz, na początku wydawał mi się nieprawdziwy. Jednak z biegiem czasu, film coraz bardziej mnie wciągnął,  a historia braci Schultzów okazała się być ciekawą i tragiczną. Mark i jego starszy brat Dave to amerykańscy zapaśnicy.
 
 źródło:filmweb.pl


Mark jest nieco zagubiony, szuka swego miejsca w życiu, pomimo złotego medalu zdobytego na olimpiadzie, nie opływa w luksusy. Chwyta się byle jakiej pracy, aby zarobić pieniądze. Jego straszy bart Dave, jest bardziej poukładany. Ma żonę, dwójkę dzieci, pracę trenera. Jest również bardziej utytułowany  od Deva, zdobył dwa złote medale na olimpiadzie.  Między braćmi jest rywalizacja, ale i miłość. Dave zastąpił Markowi rodziców, opiekował się nim, jest również jego trenerem i mentorem.

Niepodziewanie w życiu Marka pojawia się ekscentryczny i hojny milioner, John du Pont, który chce  mu pomóc i  stworzyć warunki do treningów, tak aby mógł bez problemów zdobyć złoto na następnej olimpiadzie. Zachwycony Mark, przenosi się do ogromnej posiadłości Du Ponta i całkowicie oddaje się przygotowaniom do olimpiady. Jest pod wrażaniem du Ponta, jego bogactwa  i możliwości.

 źródło: post-gazette.com

Historia braci Schutzów  oparta jest na autentycznych zdarzeniach. John du Pont okazuje się być chorym psychicznie kokainistą, który bardzo chce zaimponować swojej matce. Milionerka gardzi plebejskim sportem jakim są zapasy. Z czasem do stajni du Ponta, zostaje sprowadzony Dave z rodziną. Zastaje brata zupełnie złamanego, można powiedzieć zblazowanego. Z dawanego pełnego wigoru zapaśnika zostaje tylko smutny cień. „Foxcatcher”to też historia, jak bardzo człowiek bogaty może być samotny i pusty. John ma dużo pieniędzy, teoretycznie może mieć wszystko co zapragnie, ale w środku pozostaje mały chłopcem, który czeka na aprobatę mamy.


„Niezłomny”.

Tak naprawdę widziałam już kilkadziesiąt filmów o Drugiej Wojnie Światowej. Przyznam, że ten  inspirowany życiem biegacza Louisa Zamperiniego wyrwał na mnie duże wrażenie.

Louisa poznajemy jako kłopotliwego acz uroczego chłopaka, który nie stroni od bójek z rówieśnikami. Chłopak jest dyscyplinowany pasem ojca, przy akompaniamencie matczynych łez.  Jednak Zamperini dobrze wykosztuje swój włoski temperament i doświadczenie w ucieczkach przed policja i kolegami, zaczyna biegać. Jest tak dobry, że dostaje się do reprezentacji amerykańskiej i jedzie do Berlina. 
 źródło:onet.pl


Louis  zdobywa pierwsze miejsce. Wzruszona rodzina szaleje z radości, chłopak ma zaledwie 19 lat i jego kariera sportowa dopiero się rozpoczyna.  Plany o wspaniałym życiu sportowca krzyżuje, wybuch wojny. Louis zostaje powołany do wojska i trafia do korpusu powietrznego.  Podczas jednej z akcji, samolot w którym chłopak pełni funkcji celowniczego zostaje zestrzelony. Louis i jego dwaj koledzy jako jedyni ocaleli i przez 47 dni dryfowali na oceanie otoczeni rekinami. Każdy dzień był walką o przeżycie, nie tylko fizyczną ale i psychiczną. Zamperini pozostał optymistą i miał nadzieje, jego towarzysze nie. W końcu wydaje się, że los uśmiechnął się do rozbitków,  Zamperini  i jego przyjaciel Phil trafiają na statek. Niestety okazuje się, iż jest to okręt nieprzyjaciela. Amerykańscy żołnierze trafiają do japońskiego obozu. Louis zostaje ulubieńcem dowódcy japońskiego więzienia, ze szczególny okrucieństwem i sadyzmem torturuje go, tak aby złamać w nim ducha.
 źródło:onet.pl

Niesamowita jest scena kiedy Louis dostaje od sadysty zdanie, aby utrzymać ciężką belkę, gdy ją opuści zostanie zastrzelony. Mężczyzna jest wycieńczony, głodny, zmęczony po wielogodzinnej pracy w kopalni, ale wytrzymuje nie upuszcza ciężaru przez parę godzin.

Louis przeżył wojnę, ożenił się i miał dzieci. Według mnie był niesamowitym człowiekiem, parokrotnie odwiedził Japonię, przebaczył okrutnemu dowódcy, chciał się z nim spotkać. Zamperini twierdził, że nienawiść i chęć zemsty nigdzie nie prowadzą, chciał pojednania.





1 komentarz:

  1. Kasiu - Whiplash jest absolutnie mistrzowki!Gra aktorska obu Panów zasługuje na nagrodę. Do tego znakomita muzyka - m.in.słynna solówka Buddyego Richa."Niezłonmy" z kolei jest typowym amerykańskim dziełem. Jak zwykle, z cyklu Amerykanie są we wszystkim najlepsi. Angelina powinna raczej zająć się działanością charytatywną, bo ani z niej dobra aktorka, ani rezyser. Foxcathera jeszcze nie widziałam.
    Polecam natomiast wszystkim kobietom "Wielkie oczy" Tima Burtona. Uwielbiam tego reżysera. Gra kolorów, światła, świetne role pierwszoplanowe. Juto wybieram się na "Dzikie historie". Z tego, co czytałam to jakiś absolutny hit. Ciekawa więc jestem....
    W każdym razie do kina trzeba chodzić. Bez filmów to chyba by mnie nie było..
    Pozdrawiam Panią Blogerkę. Fajnie, że napisałaś o tych filmach. Nowy Rok będzie obfitował w kilkanaście znakomitych filmów!!!!!!
    Maja.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękujemy za komentarz :-)
Jeśli podoba Ci się na blogu zapraszamy do obserwacji.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

ShareThis