poniedziałek, 9 września 2013

Widzialni-niewidzialni.



Wczorajszy dzień nie należał do najprzyjemniejszych. W Warszawie było 12 stopni i mocno padało. Umówiłam się z koleżanką na Placu Bankowym i czekając na nią, marzyłam o łóżku, herbacie i ciepłym miejscu. Ale mówi się trudno, słowo się dało, jedziemy na Niewidzialną Wystawę.
Na początku niewidoma przewodniczka oprowadziła nas po pierwszej części wystawy. Zobaczyliśmy gadający zegarek i kalkulator. Portfel, który ułatwia niewidomym rozpoznawanie monet oraz dwa śmieszne kółeczka służące do nakładania skarpetek, które będą prane. Przewodniczka wytłumaczyła  nam, na jakich zasadach opiera się alfabet Brailla. Phi, pomyślałam. I to ma być to? Ciekawe, ale nic specjalnego.
Następnie nasza pięcioosobowa grupa została przejęta przez  chłopaka, który uświadomił nam, że najciekawsza część wystawy jest przed nami. Wejdziemy do świata niewidomych. Za drzwiami panuje ciemność,  w której czeka  niewidoma przewodniczka Marta.
Kiedy zamknęły się drzwi i ogarnęła nas ciemność, poczułam jak bardzo się boję i jak szybko bije mi serce. Marta, jakby to wyczuwając, spokojnie poleciła nam, aby wziąć głęboki oddech  i zaczekać. Nie uciekajcie – poprosiła - bo niektórzy z naszej grupy już na początku chcieli. Warto zostać. Zobaczycie jak wygląda nasz świat. Ja desperacko złapałam szlufkę spódnicy mojej koleżanki i oświadczyłam, że do końca wystawy nie puszczę.





Pierwszym pomieszczeniem do którego weszliśmy było mieszkanie. Niesamowite, jak bardzo zmieniają się nasze odczucia w ciemności. Jak wyostrza się słuch, jak dotyk prowadzi. W ciemności, my, osoby widzące, czujemy się jak bezradne i przestraszone dzieci. Ja przez większą część wystawy kuliłam się. Głos Marty naprowadzał nas na różne przedmioty codziennego użytku, które nie zawsze umieliśmy rozpoznać.
W następnym pomieszczeniu znaleźliśmy się na ulicy. Dotykiem wyczułam przystanek, samochód, ławkę. Czułam się niepewnie. Chociaż byłam na wystawie w zamkniętym pomieszczeniu, miałam wrażenie, że zaraz coś we mnie wjedzie, bo nie widzę, nie mam kontroli, nie czuję się bezpiecznie. Kolejno był las, wystawa i kawiarnia. Stopniowo przyzwyczaiłam się do ciemności. Wyprostowałam się, przestałam się bać. Nawet w takim miejscu jak kawiarnia, znalazłam wolne miejsce i wypiłam kawę. Wystawa trwała około godziny, ale wydawało się, że tylko 15 minut. Po wyjściu na zewnątrz oczy nie mogły  przyzwyczaić się do światła.  Na usta cisnęło się krępujące pytanie: Jak można tak żyć? Myć się w całkowitej ciemności, ugotować obiad,  poruszać się po ulicy, pracować.
Nigdy nie doceniałam tego, że jestem zdrowa, że widzę, słyszę, mam co jeść i gdzie mieszkać. Może pora ?

6 komentarzy:

  1. Szczególnie druga część mnie zaciekawiła. Do kiedy jest ta wystawa? Za dwa tygodnie się wprowadzam do stolicy, zaczeka na mnie? :D

    #NEMSHAR lifestyle

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej

      Dwa tygodnie zaczeka na Ciebie napewno. Z tego co pamiętam przewodniczka mówiła, że mają dotację na rok. Więcej informacji:http://niewidzialna.pl/#
      Naprawdę warto iść na wystawę.

      pozdrawiam

      Usuń
  2. Ciekawy blog i post ! :)
    pozdrawiam i zapraszam też w wolnej chwili do siebie :)
    hypnotizingfashion.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawe doświadczenie! Też zdarza mi się pomyśleć o tym, jak wyglądałoby moje życie, gdybym została pozbawiona któregoś ze zmysłów, albo nóg czy rąk itd. Wtedy od razu składam dzięki, że jestem cała i zdrowa, a wszystkie moje śmieszne problemy od razu się rozpływają w powietrzu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawy post:)

    http://freshisyummy.blogspot.com/2013/10/let-me-go.html

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękujemy za komentarz :-)
Jeśli podoba Ci się na blogu zapraszamy do obserwacji.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

ShareThis