środa, 9 kwietnia 2014

Ich Czworo.

                                                                                                
                                                                                              źródło: teatrpolonia.pl



Urodziłam się w małym mieście na Podkarpaciu, dlatego dla mnie Warszawa zawsze była centrum kultury. Kiedy  zdecydowałam na studia w stolicy,  oczyma wyobraźni widziałam siebie odwiedzającą  muzea i chodzącą na przedstawienia teatralne. Słowem, byłam głodna kontaktu ze sztuką. 


Po przyjeździe do Warszawy te pragnienia zostały odstawione na bok. Pochłaniało mnie poznawanie nowego miasta, studia i znajomi.  Dopiero po jakimś czasie zaczęłam chodzić do teatru z  Kasią. Z moich teatralnych początków najlepiej pamiętam komedię z Pawłem Małaszyńskim i Ewą Kasprzyk „ Berek czyli upiór w moherze”. Siedziałyśmy wtedy na schodach, bo weszłyśmy na wejściówki, ale zabawa była przednia. Ewa Kasprzyk z seksownego blond-wampa zmieniła się w starszą zaniedbaną dewotkę, która toczyła niekończącą się wojnę z sąsiadem gejem.
Dla mnie teatr to magiczne miejsce, gdzie widz może uczestniczyć w czymś niezwykłym. Teatr obnaża aktora, bo nie ma miejsca na duble. Jest aktor, widz i scena. 



źródło:teatrpolonia.pl


Na wczorajszy spektakl w Teatrze Polonia szłam głównie ze względu na obsadę. Jerzy Stuhr, Sonia Bohosiewicz,  Iza Kuna , Tomasz Kot - te nazwiska dają gwarancję dobrego przedstawienia. Nie zawiodłam się. „Ich czworo”, napisane przez Gabrielę Zapolską 
w 1907 r.,  to połączenie komedii z tragedią.  Przesłanie utworu jest nadal aktualne. 

Akcja rozpoczyna się na Wigilię Bożego Narodzenia. Przy stole siedzą trzy osoby - rodzice i  mała dziewczynka. Dorośli są zajęci sobą. Pochłonięci kłótnią, nie zwracają uwagi na dziecko, które od czasu do czasu wtrąca parę słów. Pani Domu (Sonia Bohosiewicz) to skoncentrowana  na sobie i znudzona żona profesora. Z jej wypowiedzi wynika, że wyszła za mąż głównie dlatego, że matka jej kazała. Profesor ją nudzi i nie dostarcza większych rozrywek. Do tego kobieta czuje  się głupsza od męża, nie rozumie jego świata i tego co on mówi. Ucieleśnieniem męskości jest dla niej kochanek (w tej roli Tomasz Kot), który  tak naprawdę jest nieudacznikiem, który mami kobiety pięknymi słowami i obietnicami. Świadkiem tego romansu jest uboga szwaczka (Iza Kuna), która pod koniec umiejętnie wykorzystuje sytuację i zajmuje miejsce u boku profesora. 


Obserwatorką wszystkich perturbacji pomiędzy dorosłymi jest Lila. Dziewczynka radzi sobie, jak może. Kiedy idzie na kolację wigilijną do rodziny ojca, pilnie wysłuchuje wszystkich uwag matki dotyczących  tego,  jak ma się zachowywać i co mówić.
Dziewczynka jest odstawiona na boczny tor. Matka jest zajęta kochankiem i swoją tragedią. Nie zabiera dziecka ze sobą, kiedy decyduje się opuścić męża i zamieszkać z kochankiem w Monte Carlo. Profesor zdaje się bardziej dostrzegać Lilę, chociaż w centrum jego uwagi jest jego nieudane małżeństwo. Podczas wigilijnej kolacji wypytuje córkę o kochanka matki. Dziecko wyraźnie poinstruowane przez matkę, gubi się i boi.  

„Ich czworo” to komedia. Ale czy na pewno? Sztuka pokazująca  rozpad rodziny na początku XX w., jest nadal aktualna w 2014 roku. Bo czy dzieci przestały być świadkami rodzinnych dramatów, kłótni i tragedii?  Czy dorośli przestali wykorzystywać je w swoich rozgrywkach? Nie sądzę.

 
 
 

2 komentarze:

Bardzo dziękujemy za komentarz :-)
Jeśli podoba Ci się na blogu zapraszamy do obserwacji.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

ShareThis