wtorek, 30 sierpnia 2016

BOSKA.Boska Florence Foster Jenkins w dwóch odsłonach.

                                                                                                                                                                       źródło: www.dziennikteatralny.pl

Boska.
Boska Florence Foster Jenkins.
Określana mianem najgorszej śpiewaczki świata.
Była postacią wyjątkową, dzięki dość pokaźnemu spadkowi mogła sobie pozwolić nie tylko na wygodne życie, ale i na spełnianie swoich marzeń.
Historia Florence Foster Jenkins to historia o kobiecie, która nad życie kochała sztukę i muzykę, niestety o ile sztukę mogła kochać dzięki swoim funduszom o tyle muzykę kochać chciała całym swoim ciałem, duszą i głosem.
Głosem który daleki był od ideału.
Głosem który nie był głosem stworzonym do śpiewania, nie tylko w domowym zaciszu, ale tym bardziej przed znajomymi czy szerszą publicznością, ale czymże jest prawdziwa miłość jak nie pokonywaniem przeszkód?
Mając ukochanego u boku, oddanych przyjaciół, nie małe fundusze, morze uroku osobistego, oraz ogromne serce Boska wierzyła, że może śpiewać.
Śpiewać bo chce, bo lubi, bo to daje jej szczęście i to kocha, śpiewać bo to jest jej marzenie.
Wierzyła, że ma talent, że skoro ma chęci, oddaje całą swoją duszę i serce śpiewaniu z jej ust wydobywają się równie anielskie dźwięki. 




Jej przyjaciele, luby i otoczenie nie śmieli wyprowadzać z błędu tak uroczej istoty jaką była Pani Jenkins, więc Florence wierząc w swój dar robiła to co kochała - śpiewała.
Śpiewała jak umiała, całą sobą i całą gamą nie udanych dźwięków, z pasją i żarliwie, z sercem i radością.
I była dzięki temu szczęśliwa.
Bo, opowieść o Pani Foster to nie tylko opowieść o niezbyt utalentowanej śpiewaczce, to opowieść o kobiecie, która miała marzenie i chociaż wielu jej mówiło,że nie ma szans na jego realizację, Ona wierzyła w nie tak mocno, że stało się faktem.
Boska nie tylko brała lekcje śpiewu, nie tylko wystąpiła przed przyjaciółmi, ale też nagrała płytę i wystąpiła w najsłynniejszej operze świata Carnegie Hall.
Florence odważyła się w życiu na to na co wielu nie ma odwagi na to aby mieć marzenia i nie zważając na przeciwności losu dążyć do ich spełnienia.
Na to, żeby nikt jej nie mówił, że nie ma rzeczy nie możliwych, na to żeby wierzyć w siebie w swoje możliwości i siłę.
Miała wiarę. Wiarę w siebie samą i cel robić wszystko co sprawia jej radość i być szczęśliwą.
Szczęśliwą mimo choroby, szczęśliwą mimo, że w jej życiu były wydarzenia, które na zawsze zmieniły jej życie, szczęśliwą mimo wszystko. 

Jak mawiała :

Ludzie mogą mówić, że nie umiem śpiewać, ale nikt nigdy nie powie, że nie śpiewałam.


                                                                                                               
                                                                                                                źródło: www. wizerunekkobiety.pl

Miałam okazję "poznać" dwie Boskie Florence.
Teatralną i filmową.
W teatrze Polonia wcieliła się w nią jedna z moich ulubionych polskich aktorek Pani Krystyna Janda, a jako jej pianista partnerował jej Pan Maciej Stuhr.
Muszę przyznać, że ta sztuka to jeden z moich faworytów repertuaru tego teatru.
Boska Janda jest fenomenalna, zabawna i cały czas wyrazista, łzy w oczach są nieodłączną częścią śmiechu który prawie w ogóle nie znika z twarzy przez całą sztukę.
Natomiast nie mniej Boski Stuhr samą mimiką twarzy kreuje swoją rolę.
Obie te postaci gwarantują naprawdę dobrą zabawę przez cały spektakl.

A, teraz na ekranach kin gości film Boska Florence i tutaj tytułową rolę, gra tym razem moja ulubiona zagraniczna aktorka Meryl Streep, jej męża Hugh Grant a pianistę - akompaniatora Simon Helberg.
I tutaj muszę szczerze napisać, że chociaż uwielbiam Meryl to jednak Krystyna Janda bardziej podobała mi się jako Florence, może dlatego, że Boska w wykonaniu Jandy była na żywo, może dlatego, że to było moje pierwsze zderzenie z Boską, a może po prostu dlatego, że lepiej fałszowała :-)
Niemniej jednak film bardzo mi się podobał.
Simon Helberg jako pianista fanatyczny, zabawny i autentyczny, ale największe laury tutaj należą się dla Hugh Granta - aktora który do tej pory przynajmniej dla mnie słynął z ról uroczych, ale lekko gapowatych mężczyzn których dotykają rozmaite problemy miłosne.
Tym razem jego postać ma w sobie to coś, co przykuwa uwagę, już nie jest roztargnionym chłopcem, jest mężczyzną może nie idealnym, ale prawdziwym, który dla kobiety swojego życia jest gotów na wszystko, tylko po to aby spełnić jej marzenia i żeby świat w którym żyje był dla niej a nie Ona dla niego.
Polecam Boską i filmową i teatralną.
Polecam Florence jako przykład wiary w siebie i swoje marzenia.
Polecam dla tych co zwątpili w siebie i dla tych co wierzą.
Polecam dawkę dobrej energii jaka płynie z historii najgorszej śpiewaczki świata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo dziękujemy za komentarz :-)
Jeśli podoba Ci się na blogu zapraszamy do obserwacji.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

ShareThis