Jak wiecie jestem fanką Ewy, nie ślepą ale doceniam to co robi. Jak motywuje i podnosi Polaków z kanapy. Na blogu, są dwa wpisy dotyczące ćwiczeń z jej płyt. Idąc za ciosem postanowiłam, wziąć udział w warsztatach, które miały miejsce w Warszawie. Tak więc zakupiłam bilet za 100 złotych i w zeszłą sobotę tramwajem nr 18, który odjeżdża prawie spod mojego bloku udałam się na ulicę Merliniego. Fakt, że z ekscytacji pomyliłam przystanki i wyjechałam za daleko. Po perturbacjach związanych z poszukiwaniem miejsca warsztatów, dotarłam do celu. Trochę błądziłam po obiekcie, bo nie było żadnych oznaczeń, ale jak mawia moja mama, koniec języka za przewodnika, zapytałam w recepcji i dotarłam. Miejsca w których przebierałyśmy się były takie sobie.
Mało przestrzeni, nie było schowków do których można by włożyć torby, więc wszystko trzeba było brać ze sobą. Dobrze, że zabrałam długie dresowe spodnie i bluzę, bo z szatni do namiotu szło się przez dwór. Co przy mojej bluzce do ćwiczeń z odkrytymi ramionami nie było by za przyjemne.
Mało przestrzeni, nie było schowków do których można by włożyć torby, więc wszystko trzeba było brać ze sobą. Dobrze, że zabrałam długie dresowe spodnie i bluzę, bo z szatni do namiotu szło się przez dwór. Co przy mojej bluzce do ćwiczeń z odkrytymi ramionami nie było by za przyjemne.

